-
Frustracja

Chwilowy wnerw zmusił mnie do tego, żeby znowu coś naskrobać. Jak zwykle stosuje swoje “wyżycie kartkowe”. Takie błahostki potrafią mnie wyprowadzić z równowagi… szarpane nerwy, przyspieszony puls i łzy złości napływające do oczu. Czasem wspaniale byłoby się zachować jak niby niewinne dziecko. Tupnąć nóżką i krzyczeć w niebogłosy. Taki sobie “Berbeciowy bunt”. Ale niestety wiek do czegoś zobowiązuje. Samodowartościowanie dorosłości hamuje mnie w taki sposób, że ma noga nie chce tupać a gardło krzyczeć. I pomyśleć, że codzień mijam na ulicy ludzi, którzy w ten sposób tłumią w sobie emocję. Ambicje dorosłości, sztuczna egzystencja, stwarzanie pozorów - już to rozumię…Mnie także spowiła ta okropna pajęczyna. Trudno tak…tkwić w tym bagnie. CO jakiś czas wynurzam się z niego i dostrzegam czyste szczęście. Lecz ulotność tego prześciga rekordy prędkościowe świata. To niesmawite jak klarownie spod mojej ręki wypływa pesymistyczna wizja świata. Jakimże szczęściem byłoby wzniecić we mnie optymizm. Budzi się chwilami lecz gdy tylko zgłębię się w myślach- gaśnie. Czasem powtarzam sobie: “Nie myśl tyle, a przynajmniej wszystko będzie piękniejsze”. Typowy dekadentyzm. Nie uznaję życia tylko szukam złotego środka. Źródła, prawdziwości w sztucznym raju…
Read the rest of this entry » -
Koncert U2
…Że tak powiem… “pierdole długi” ;D
Długi długami, koncert koncertem.
Wybieram się na U2! ;D Read the rest of this entry » -
yooooooo

yo yo witam elo. nie pisalam tu chyba pare dni (?) nie wiem z 5 dni chyba bedzie albo 4 jak tu nie zagladalam. no ale… jakby ktos z was byl w takim stanie co ja przez te ostatnie dni to by sie nie dziwil czemu mnie tu nie bylo. okazalo sie ze rodzice zostaja troche dluzej nad morzem. wczoraj wrocili. wiadomo co sie dzialo. melanz nam sie przedluzyl. te 4 ostatnie dni to byla biba u mnie na chacie non stop. tylko co jakis czas ktos wychodzil na dol do sklepu po zapas picia. sie dzialo. no ledwo dawalam rade juz pod koniec. a wczoraj jeszcze trzeba bylo to wszystko posprzatac. oczywiscie do sprzatania nikt nie byl chetny co innego jak ich na bibe zapraszalam. od razu biegiem wpadli. na szczescie kinga no i moj szkrab zostali i mi pomogli w sprzataniu… co sie dzialo to wiadomo wszystkiego nie pamietam. juz w pierwszym dniu melanzu wlaczyl mi sie taki zanik pamieci ze to szok. no po prostu nic nie pamitam. potem sie na drugi dzien obudzilam pod kiblem i sie dziwie co ta wiara u mnie na kwadracie robi (?) no taki zonk ze to nieporozumienie. ale dostalam jakis napoj od razu no i bylo ok. potem ostra zabawa muza wlaczona na maxx az mi co po chwila sasiedzi walili do drzwi i gadali zebysmy ciszej byli bo zadzwonia po policje. eeee no to niech dzwonia. ja pierdole ale maja problemy. wakacje sa to jakis melanz czasem tez musi byc. potem trzeci dzien od rana ktos na dol po picie bo zapas sie konczyl. a w pierwszy dzien wszystkiego bylo w huj bo bartas z korasem wszystko zalatwili. no ale dobra skonczylo sie to ktos musial zejsc. ja napewno nie bylam w stanie. takze poszedl rypas. no i znow od nowa. muza picie, fajka wodna itp. i znow nie pamietam co dalej (?) ehe. obudzilam sie wczoraj o 14. ja pierdole taki zonk ze to masakra… na kom chyba z 20 nieodebranych polaczen. mama. no to oddzwaniam. mama mowi ze beda wieczorem i czemu nieodbieram kom (?) yyyy no bo mialam wyciszona i sie ladowala caly czas. wszyscy wypierdalac bo nie zdaze ogarnac terenu. ktos chetny do pomocy (?) taa jasne… nikt kurwa. no poza kinga i moim bejbe. ramzes i fubu jeszcze musieli wyniesc sołtysa bo ten niekontaktowal. ale dobra. jakos dalismy rade. ok 19 rodzice byli w domu… kwadrat byl ogarniety wiec nie mieli sie co czepiac. ja czerwone oczy wory pod oczami chrypa taka ze to szok. no i mama sie pyta co mi jest. a ja ze chyba jestem przeziebiona… (?) i poszlam spac bo nie bylam w stanie zeby cokolwiek robic. i teraz wstalam odpalilam kompa i tu pisze… zaraz na sniadanie. mam nadzieje ze mama nie bedzie sie pytac czy jakas impra tu byla (?) a jak tak to nie bylo. dowodow nie ma … wszystko ogarniete. a za oknem kilka puszek i butelka ktore w lazience znalazlam tuz przed przyjazdem rodzicow. hah… ale bylo ostro. nie ma co. trzeba powtorke zrobic. ale u mnie juz chyba nie.
-
Rozdział 02. “Somewhere i belong…”
Rozdział 02.
“Somewhere I belong…”
Read the rest of this entry » -
6. Słońce wychodzące zza chmur
Kolejny dzień przyniósł mi pewne ukojenie . Promienie słońca niepewnie przebiły się przez zakratowane okna, co sprawiło , że zarówno ja , jak i T. poczuliśmy się jakoś lepiej. To znaczy…na nim nie zrobiło to specjalnego wrażenia.
– Nie sądzisz…że dziś może…może nam darują ?- Zacząłem niepewnie.
– Darują…co ? Chyba nie jesteś na tyle głupi , że wyobrażasz sobie , że dziś nikt nie przyjdzie ? – T. spojrzał na mnie . W z tego spojrzenia od razu wyczytałem , że stracił już całą nadzieję na to , że cokolwiek się zmieni. Nie wiedziałem jednak dlaczego , jednak nie chciałem pytać. Nie otworzyłby się przedemną. To pewne…Znamy się zbyt krótko by powiedział mi o wszystkim . Read the rest of this entry » -
w15

Herbata kończyła się bardzo szybko. Może parowała? Byli spragnieni siebie, swoich ciał. I wiedzieli, że tylko ta herbata stoi im na drodze, podobnie jak wiedzieli, że bez niej nie miało by to takiego smaku. Poszli razem pod prysznic, wyszli z niego i położyli się na łóżku. Powoli i delikatnie rozgrzewali swoje ciała. Małymi kroczkami zmierzali do sedna. Delektowali się sobą jak ekskluzywną potrawą w drogiej restauracji. Smakowali siebie.
* * *
W Wigilie o świecie Em z Mickiem zadeklarowali się, że zrobią zakupy – przy okazji Em mogła pogadać z An. Mick został z przetłumaczoną przez Em listą zakupów w markecie a ona pojechała do koleżanki. Read the rest of this entry » -
Mąż
Na co mi mąż??
-
zaufanie
CO TO JEST MIŁOŚĆ???
Read the rest of this entry » -
nóż neurotycznej szefowej kuchni
i znowu to samo. przewidziałam to, odtworzyłam w myślach zanim zaczęło się dziać po raz kolejny, z góry zapłaciłam cenę, wiedząc, że jak zawsze będzie za wysoka. i dalej te regularne skoki w ogień niczego mnie nie uczą. zaostrzają tylko mój samodestrukcyjny apetyt. w całej tej złości wylałam mojej najlepszej przyjaciółce w twarz resztkę wina z kieliszka, uciekłam i trzasnęłam drzwiami, zapalając natychmiast papierosa przy uchylonym oknie. potem chyba zemdlałam. zaniosła mnie do łóżka, ale kiedy się ocknęłam, usłyszałam “jutro posprzątaj ślady wina, z okna, ściany i z dywanu”. w jednym momencie ją znienawidziłam, typowe uderzenie w twarz. zimno, pustka. zlewka.
i dalej wróciłam myślami do M., wiedząc, że gdy otworzę pocztę, nie będzie od niej żadnych wiadomości. a czego się kurwa spodziewałam.
skaczę więc w ogień, który tylko dla mnie jest otwarty, który tylko mnie pochłania, który oddziela mnie od zimnej masy chmur po drugiej stronie, gdzie stoi ona, niepewnie i nie do końca zaciskając swoje palce wokół mojej dłoni, wyściełanej dla niej aksamitem, mającej dla niej tyle miękkości i czułości, pewnie zbyt dużo i zupełnie niepotrzebnie.. Read the rest of this entry » -
lektura….
Wczoraj zdałam relację z tego wszystkiego Krzyśkowi. Wpierw mnie mocno przytulił, potem się wkurwił a na koniec zaczął się śmiać.
- Ale powiem szczerze, to zazdroszczę aktywności, ja bym nie dał rady – Read the rest of this entry »
Wydarzenia
| P | W | Ś | C | P | S | N |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « sie | ||||||
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | ||
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | |||